Harman Kardon PM655 Vxi

Cała ta seria jest absolutnie rewelacyjna. Na jej szczycie znajduje się Citation 24. Osobiście preferuję wersję bez Vxi, ale legenda dotyczy właśnie tych „z”. Wiek bardzo mocno daje się im we znaki i bez gruntownego serwisu te wzmacniacze właściwie nie nadają się do użytku. Padają kondensatory, przełączniki, luty. Wymaga on właściwie około dwukrotnie więcej czasu niż inny, przeciętny wzmacniacz. Mnogość zaułków, przycisków i pękniętych połączeń lutowniczych generuje długie godziny pracy, ale warto!

Co jest dość nietypowe, te wzmacniacze nie dają się prawidłowo wyregulować ze zdjętą pokrywą. Takie postępowanie kończy się nie tylko dość mocnym przyrostem składowej stałej, ale też i prąd spoczynkowy solidnie potrafi podskoczyć. Ku przestrodze. Na Youtube można znaleźć sporo filmów, lecz nikt nie zauważył tego, tak jakby po złożeniu już więcej go nie użytkował. I żeby było jasne – nie, to nie jest kwestia konkretnego egzemplarza. Mało kto fatyguje się zrobić porządek z przełącznikiem wyjść głośnikowych, a siarczku srebra tam nie brakuje.

Jeżeli nie będziesz używał gramofonu, odłącz zasilanie od płytki preampu. To raptem jedna tasiemka, a sporo zachodu mniej i do tego trochę niższa temperatura wewnątrz.

Technicznie układ nie jest jakiś mocno odstający na pierwszy rzut oka, ale sztuczka polega na tym jak on jest policzony, a nie na samej topologii. Para różnicowa ze źródłem prądowym po stronie emiterów, ale dalej jest już właściwie symetrycznie npn-pnp. Ciekawostką jest zastosowanie układu Sziklaiego do sterowania końcowych tranzystorów. Bardzo rzadko spotykane, a jest to rozwiązanie o lepszej liniowości i szerszym paśmie niż tradycyjna konfiguracja typu Darlington. Generalnie jaskółki mówią, że w tamtych latach inżynierowie poszli trochę pod prąd, olali skupianie się na jak najniższym THD, zrobili płytsze sprzężenie zwrotne, postawili na szersze pasmo, lepszą fazowość. To miało znacząco poprawić przetwarzanie stromych przebiegów (patrz perkusja). I moim zdaniem tak właśnie brzmi. Tu nie chodzi o to, że on daje jakieś śliczne brzmienie jak aksamit czy tęcza o poranku. Efekt jest taki, że jak perkusista pierdolnie w werbel, to przy dobrze zrealizowanym nagraniu ma się wrażenie jakby się przy tym było. To samo dotyczy odsłuchu dobrych materiałów na żywo. Na innych wzmacniaczach zawsze jest wrażenie jakby się siedziało gdzieś dalej albo za firanką w porównaniu z Harmanem. Hi-hat również tym się różni, że słychać, iż są dwie uderzające o siebie blachy, a nie ładne szeleszczenie.

Reasumując, sprzęt jest mocno irytujący w serwisie jeśli chce się zajrzeć w każdy kąt, ale jego dźwięk to wynagradza. Trzeba jednak umieć go docenić, bo wiele osób w ogóle nie łapie na czym polega jego przewaga i pewnie już nigdy nie załapie. A szkoda.

Darek Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *