Żarty się skończyły, czas na coś z mocnym przytupem. Geneza tej konstrukcji wywodzi się z NAD’a S300, który niegdyś trafił w moje ręce do naprawy. Urzekło mnie jego brzmienie, ciekawy górny rejestr sprawiający wrażenie jakby wszystko nagle stało się bardziej przejrzyste. Tak też zrobiłem sobie klona, którego używam na co dzień, aż wreszcie wpadłem na pomysł, by zrobić na jego bazie wzmacniacz słuchawkowy. Należy dodać, że właściwie wspomniany NAD to Gryphon Tabu, a ten jest zerżnięty z kolei ze starego Harmana bodaj HK770. To tak odnośnie tzw. nowszych konstrukcji. Kiedyś w branży mechanicznej krążyło takie powiedzenie, że jeśli uważasz, że masz świetny pomysł, to najpierw sprawdź, czy przypadkiem Niemcy nie próbowali już tego w pierwszej połowie XX wieku. W audio, w klasie AB, mam wrażenie, że właściwie wszystko lub prawie wszystko wydarzyło się w latach 1970-90 i to stanowi bazę wypadową do dzisiejszych wynalazków.
Założenia. Projekt miał spełniać proste wymagania: świetne brzmienie klasy profesjonalnej, mała impedancja wyjściowa, zdolność wysterowania słuchawek nawet 600 Ohm, odpowiedni zapas wzmocnienia, by poradzić sobie w razie relatywnie niskiego poziomu wejściowego (np. 200mV). Reszta nieważna, bajery można sobie dorobić osobno.
Całość należało przeliczyć na niższe wzmocnienie napięciowe, mając na uwadze, by nie wpływać negatywnie na impedancje we/wy poszczególnych stopni. Oryginalnie układ zawiera dwa DC serwa. Jedno od pilnowania zera na wyjściu, drugie na wejściu. Postanowiłem to drugie wywalić. Zabezpieczenia na wyjściu też nie ma, można sobie dorobić, ja używam bez. Mniej zamieszania na płytce, bardziej eleganckie rozwiązanie, ale też i bardziej uciążliwe. Wadą jest konieczność dobrania czterech tranzystorów we wzmacniaczu różnicowym (Vbe i hfe), w przeciwnym razie pojawi się offset na wejściu. Można to olać i zrezygnować ze sprzężenia stałoprądowego, dodając kondensator na wejściu, np. przy gniazdku, no ale jak ma być bez kompromisów, to wiadomo. Właściwie kondensator chroniłby również urządzenie podające sygnał w razie katastrofalnej awarii, no ale…bez kompromisów. W końcu to ma być Metal Head, a nie iRainbow. Szczególnie krytyczne są te dwa tranzystory na które wchodzi sygnał, tymi od dupy strony zajmuje się DC serwo, choć one też mają pewien wpływ z oczywistych powodów. Użyłem BCP56-16 i BCP53. Te drugie celowo kupiłem niesortowane po hfe, bo jak się drogo okazało, łatwiej jest dobrać do npn z takiej partii. Jak widać na schemacie ostatnie tranzystory wyleciały względem oryginału. Sterujemy słuchawki, a nie duże kolumny 4 Ohm. I tak układ daje radę uciągnąć głośniki 8 Ohm na paru Watach. Jako końcowe można użyć np. parę MJE15034, MJE15035. Ja użyłem inne, nieprodukowane już, ze starych zapasów. Zasilanie – transformator +/-12-15Vac.
Co ciekawe, całość jak najbardziej zachowała charakter brzmienia. Gra rewelacyjnie i w mojej ocenie, jedyne co może konkurować z tą konstrukcją (ogólnie NAD S300, Gryphon Tabu) to stary, doprowadzony do porządku, poczciwy Harman PM665 i jego słabsze odmiany. Inny charakter, ale bez względu na to ile modeli przewinie mi się przez ręce, ten dziadek zawsze mnie zachwyca.
Płytka w zasadzie może być przecięta na pół, by zrobić sobie dual mono. Jedna połówka powstała poprzez obrót drugiej wokół środka. Jak ktoś chce kupić samą płytkę: https://allegrolokalnie.pl/oferta/plytka-metal-head-wzmacniacz-sluchawkowy-pro-ala-nad-s300
Na pożegnanie cytat z Trailer Park Boys:
„The thing with me is that, I am smart, I’m smelf, I’m self-smarted, basically by myself, basically from nature and smoking drugs and doing different things, I’ve self, like, self-learned myself, and that’s the whole difference I guess is that I don’t need the books or the schoolin’ type things, I just get everything on my own, and because of that, I’m alive right now”.





Brak możliwości komentowania.