Koncepcja zrodziła się kiedy trafiło w moje ręce kilka egzemplarzy w których istniejące, fabryczne zabezpieczenie nie spełniło swojej roli. Producent wymyślił sobie odcinanie sekcji wzmocnienia prądowego od poprzednich poprzez, za pomocą tranzystora, pozbawienie polaryzacji baz jej tranzystorów, tj. właściwie ich „wyłączenie”. Tym samym nie zabezpiecza ono przed przebiciem złącza kolektor-emiter końcowych tranzystorów i skutkuje wystawieniem pełnego napięcia zasilania na wyjściu. Producent najwidoczniej uznał, że detekcja nadprądowa powinna załatwić sprawę i się pomylił.
Głośniki są drogie, a a ich wymiana czasami prawie niemożliwa z uwagi na ich brak. Układ jest oparty o starą, nieco zmodyfikowaną koncepcję pochodzącą chyba jeszcze z lat 70-tych ubiegłego wieku. Jej zalety to brak układów scalonych i szybki czas zadziałania.
Zastosowanie przekaźników przełącznych (DPDT) pozwala na wygaszenie ewentualnego łuku elektrycznego powstałego między stykami. Zacisk dodatni głośnika (nie wzmacniacza) jest przełączany do masy poprzez bezpiecznik, którego przepalenie gasi łuk, co z zasady powinno uratować przetwornik.
Płytka zastępuje oryginalną, co pozwala utrzymać styl konstrukcji.






Brak możliwości komentowania.